Relacje

Porażka przekuta na sukces | Małgorzata Albin

Jakby ktoś powiedział mi w zeszłym roku, że trochę ponad rok po narodzinach syna, będę brała udział w Mistrzostwach Świata Kettlebell Liftingu, na pewno roześmiałabym się. I nadal wydaje mi się to dość nierzeczywiste. Jednak pomysł o uczestnictwie w Mistrzostwach Świata w Turynie narodził się po mojej wygranej Pucharu Skandynawii w Oslo w lipcu tego roku.

Małgorzata Albin

Były to moje pierwsze zawody na arenie międzynarodowej. Wcześniej, w lutym, udało mi się wywalczyć srebrny medal na Mistrzostwach Polski po zaledwie 3 miesiącach treningu, w 6 miesięcy po porodzie. Mój trener Kamil Jurkiewicz z Polskiego Klubu Kettlebell zdecydowanie stwierdził, że Turyn będzie dla mnie kolejnym dobrym i wymagającym sprawdzianem. Powiedział, że jestem na to gotowa. Bardzo w to uwierzyłam. Przygotowania trwały niespełna 4 miesiące. Ciężkie, niekiedy mordercze treningi procentowały coraz lepszymi wynikami. Do sztabu szkoleniowego dołączył Karol Wyszomirski, specjalista od treningu siłowego oraz dietetyki. Przez 6 tygodni pracowaliśmy dodatkowo nad siłą mięśni nóg oraz grzbietu. Na efekty nie trzeba było długo czekać.

Na 2 tygodnie przed wylotem na treningu w mojej konkurencji, czyli w rwaniu, udało mi się osiągnąć wynik, który dla niektórych zawodniczek jest niemożliwy do uzyskania nawet przez kilka lat. Ta świadomość upewniała mnie coraz bardziej, że medal jest do zdobycia, nawet ten najcenniejszy. Że wszystko co robię w trakcie przygotowań wpływa na coraz wyższą formę. Tak sobie to właśnie wyobrażałam.

Małgorzata Albin

Dodatkowo udało mi się pozyskać sponsorów, firmę Ptak Warsaw Expo, która zaprosiła mnie do uczestnictwa jako ambasador w Targach Zdrowego Stylu Życia Go Active Show w kwietniu 2017 roku, firmę Hummel, dzięki której w pięknych strojach mogłam reprezentować nasz kraj oraz firmie Kiełki na Widełki, która od początku okresu przygotowań dostarczała mi zbilansowaną, sportową dietę. Każdy sportowiec wie, jak istotnym elementem przygotowań jest właśnie mądre i zdrowe odżywianie.

Wydawało się, że już nic do wylotu mnie nie zaskoczy, że jestem gotowa. Jednak na 14 dni przed startem okazało się, że musze zredukować masę ciała jeszcze o 3kg, czyli zejść poniżej 60kg. Gdybym tego nie zrobiła, musiałabym zmierzyć się z zawodniczkami z przedziału 60-70 kg, a najlepsze wyniki osiągały te o masie ciała blisko 70kg. Bałam się okropnie, że nie uda mi się tego zrobić w tak krótkim czasie.

Małgorzata Albin

Jednak dzięki dokładnie przygotowanemu planu redukcji przez Karola Wyszomirskiego w dniu ważenia we Włoszech na wadze moja masa ciała wynosiła 58.6kg. Do startu pozostało 48 godzin. Dzień później natomiast świetny rezultat i co za tym idzie złoto oraz srebro wywalczyła moja koleżanka z drużyny Aleksandra Łabędź w konkurencji długi cykl odważnikiem 16 kilogramowym. Nie pozostało nic innego tylko podzielić jej los J.

Stres dawał się we znaki, ale pewność siebie dodawała mi otuchy oraz uspokajała. Przecież wystarczyło powtórzyć tylko wynik z treningu. Trener Kamil Jurkiewicz mówił wielokrotnie: będzie dobrze, dasz radę, wszystko w przygotowaniach przebiegało właściwie itp. Na 2h przed startem poszłam na spacer, żeby jeszcze lepiej się skoncentrować i skupić na wizualizacji. Czułam się wyjątkowo dobrze, silna i pewna siebie. Wiedziałam, że aby wygrać muszę pokusić się o równą walkę z niepokonaną dotychczas Ukrainką.

Nie myślałam o niczym innym. Chociaż inni mówili, że każdy wywalczony medal i tak będzie ogromnym sukcesem. Nie- ja chciałam złoto. Istne szaleństwo!!!

 

Na czym dokładnie polega konkurencja i dlaczego nie jest to takie proste jak się wszystkim wydaje?

W ciągu regulaminowych 10 minut należy wyrwać odważnik 16kg znad ziemi nad głowę. Kulę można przełożyć do drugiej ręki tylko jeden raz. To jest właśnie ta największa trudność. Dlatego ogromny wpływ na wynik końcowy w głównej mierze ma prawidłowa technika. Podczas rwania należy paradoksalnie umiejętnie rozluźniać rękę, aby wytrzymać jak najdłużej przed przełożeniem kuli do drugiej ręki.

Na platformie startowej byłam skoncentrowana bardziej niż podczas jakichkolwiek wcześniejszych zawodów. Adrenalina robiła swoje. Zaczęłam bój o złoto. Szłyśmy jak równa z równą. Tempo było zabójcze. Celowałyśmy w wynik bliski 230 powtórzeniom.

Kibicie oglądali nasz pojedynek z zapartym tchem. Żadna inna zawodniczka poza nami się nie liczyła.

Pod koniec czwartej minuty moja ręka zaczęła słabnąć. Nie mogłam tego zrozumieć dlaczego tak szybko. Zazwyczaj wytrzymuję około 6 minut na prawej ręce. Rwało mi się coraz trudniej i z coraz większym wysiłkiem. Nigdy nie było tak ciężko na tym etapie.  Niestety przy 90tym powtórzeniu kula wypadła mi znad głowy na ziemię. Odkąd trenuję ten sport, nigdy mi się to nie przydarzyło.  To były sekundy. Ukrainka w tym czasie miała 92 powtórzenia. Skończyło się.

Małgorzata Albin

Regulamin jasno określa, że po dotknięciu odważnikiem podłogi konkurencja kończy się. W jednej sekundzie moje marzenia spadły wraz z kulą i roztrzaskały się. Ten moment jest nie do opisania. Wybiegłam z hali.  Zadzwoniłam od razu do męża z płaczem. Wiedziałam, że i tak mi nie pomoże, ale potrzebowałam usłyszeć jego głos i poczuć od niego wsparcie. Dużo czasu minęło zanim się uspokoiłam. Był to jeden z trudniejszych momentów. Musiałam się z tym jednak zmierzyć. Wydawało mi się, że jestem przegrana a przewrotnie okazało się, że sporo zyskałam.

Jak to możliwe? Podchodziło do mnie wiele osób z gratulacjami z wielu krajów. Widzieli w mojej postawie prawdziwego wojownika. Pytali ile czasu trenuję i co się wydarzyło. Przyglądali mi się już podczas rozgrzewki, wymieniali komentarze, że ta dziewczyna jest pretendentką do medalu. Niektórzy nawet nagrywali jak ćwiczę. Dlaczego?  Moja technika rwania okazała się wysoko ceniona. Pytano mnie jak to możliwe, że po tak krótkim stażu treningowym (10 miesięcy), osiągnęłam już tak dobre rezultaty. Życzyli powodzenia na następnych zawodach i czekają na moje nowe rekordy i tytuły! To jest właśnie piękno sportu. Upadasz ale wstajesz jeszcze silniejsza. Obawiałam się również reakcji sponsorów po powrocie do kraju. Czułam, że zawiodłam. Jednak ich postawa mile mnie zaskoczyła. Okazali mi wsparcie i zrozumienie, dalej kibicują i trzymają kciuki.     Po dokładnym przeanalizowaniu występu we Włoszech, wyciągam wnioski i  trenuję dalej. Przecież to dopiero początek mojej kettlowej drogi. Poddać się wręcz nie wypada. Broni nie składam, zbroję się na nowo.

Małgorzata Albin

Na drugi dzień po powrocie z Turynu poszłam na trening. Wiedziałam, że im szybciej się przełamię tym lepiej. Kolejnym moim celem jest udział w Mistrzostwach Świata w Półmaratonie w Danii 2-4 grudnia tego roku i osiągnięcie jak najlepszego rezultatu. Co to oznacza? 30 minut ciągłej rywalizacji nie odkładając 20kilogramowego kettla na ziemię. Liczy się wynik dopiero po zakończeniu pełnego regulaminowego czasu. Dozwolona jest natomiast wielokrotna zmiana ręki. Jest to niebywale trudne wyzwanie. Dlatego je podejmuję.

Ostatni start w tym roku zaplanowany mam na tydzień po powrocie z Danii. 11-ego grudnia odbędzie się III Puchar Polski, podczas którego zmierzą się najlepsi zawodnicy z całego kraju. Głównym organizatorem jest klub Kettlebell Warsaw, szeregi którego zasiliła ostatnio Aleksandra Łabędź. Wraz z Olą zadbamy o najwyższy poziom organizacyjno- sportowy. Serdecznie Zapraszam.

Małgorzata Albin

Athletic girl
Dlaczego warto z TrenerGURU