Porady

Nowy rok, nowy ja!

Nadchodzi styczeń, a wraz z nim nowy rok… a zatem…w końcu biorę się za siebie! Teraz to już na poważnie, koniec ze słodyczami, będę ćwiczyć, będę się zdrowo odżywiać, już od poniedziałku!     A w poniedziałek… jeszcze tylko ciasto u cioci na imieninach, do klubu zapiszę się za tydzień bo samochód muszę naprawić, bo nadgodziny, bo chory, bo powieka mi lata… no to może w przyszłym roku się uda 🙁

No, przyznajcie się, znacie to? Na pewno!

Naprawdę, większość osób niećwiczących bardzo chciałaby coś ze sobą zrobić.  I nawet mają plan: najczęściej od poniedziałku (lub kolejnego miesiąca, nowego roku). Ale jak przychodzi ten symboliczny poniedziałek, to dzieje się coś dziwnego – nagle mają niesamowicie dużo spraw na głowie! Tak, już wszyscy wiemy jak to się nazywa. To „WYMÓWKA”!

Spora część jednak zapisuje się do klubu. W Internecie krąży wiele memów o tym, jak wygląda klub fitness w grudniu, a jak w styczniu – nowy rok to zawsze napływ ogromnej fali zmotywowanych i zdeterminowanych „sezonowców”, którzy po kilku treningach nigdy więcej się nie pojawiają. Dlaczego?

Przyczyn może być klika

  • niewłaściwe oczekiwania – niektórzy spodziewają się spektakularnych rezultatów już po pierwszych treningach, a tak niestety się nie da,
  • ich treningi są bez planu, trochę bieżni, ściąganie linki górnego wyciągu do karku (nie wiem dlaczego to takie popularne u osób będących pierwszy raz na siłowni) i, po prostu nie wiedząc co robić dalej, rezygnują,
  • może być też tak , że już na pierwszym treningu katują się ciężkimi ćwiczeniami (np. kopiowanie treningów znanych kulturystów), co kończy się czasem nawet wizytą w szpitalu (tak, tak!)

Tym co łączy te przypadki, jest szybkie zniechęcenie, pojawianie się słynnych „wymówek” i stracona szansa na zadbanie o swoją kondycję fizyczną.

Znam osobiście wiele takich osób i za każdym razem gdy je spotykam, odnoszę wrażenie, że jestem ich „wyrzutem sumienia”, że jednak da się ćwiczyć, że da się pogodzić liczne obowiązki z dbaniem o kondycję fizyczną.  Taka właśnie jest między innymi rola trenera – my powinniśmy dawać przykład.

Czy można coś z tym zrobić? Na pewno. Chociaż z pewnością nie będzie to proste.

Pierwszy krok przed przystąpieniem do treningów to zadać sobie pytanie: Co ja tak naprawdę lubię robić?

Czy na pewno jest sens zapisywać się na zajęcia fitness body pump –  bo to takie modne –  podczas gdy lubię ciszę i spokój? Może jednak joga lub stretching?

Bo wysiłek fizyczny ma nam sprawiać radość, jeżeli za każdym razem przed treningiem będziesz przeżywać katusze, że znowu masz wykonywać znienawidzone ćwiczenia, nic z tego nie będzie.

Potrzebujesz konkretnego planu treningowego, z ustaleniem częstotliwości treningów,  a także czasu wyznaczonego na realizację celu (schudnięcie, poprawa mobilności, bieg w maratonie).

Cierpliwość, samodyscyplina –  tego niestety nie sprzedają kluby fitness w pakietach, a bez się nie uda. Warto wspomnieć tutaj o programach typu „reality show” gdzie znani trenerzy ćwiczą z osobami (bardzo często otyłymi) nie potrafiącymi zabrać się za siebie. Chociaż pokazują tam spektakularne przemiany, pamiętajmy, że presja jaką na te osoby wywiera obecność kamery, a co za tym idzie świadomość, że miliony ludzi przed telewizorami ogląda ich zmagania, daje im determinację do działania. Co jednak dzieje się, gdy program się kończy, kamery znikają, a super trener już nie motywuje? Trzeba sobie radzić samemu, co może być jeszcze trudniejsze niż przed udziałem w takim programie.

Skąd zatem czerpać ten zapał do treningów? Jak już wcześniej napisałem, znajdź dyscyplinę którą naprawdę polubisz. Wyznacz sobie realistyczne cele, które da się zrealizować. Gdy je osiągniemy, da nam to bodziec do dalszej aktywności. Pomóc może znalezienie trenera personalnego. Ale przede wszystkim –  pamiętaj, że to nie głupi kaprys, lecz inwestycja w swoje zdrowie!

Ze sportowym pozdrowieniem

Trener Marek

Athletic girl
Dlaczego warto z TrenerGURU