Relacje

Droga na Akropol – Grecki Tryumf | Relacja z Mistrzostw Europy w Kettlebell

Osiem i pół tony przerzuconych nad głową w Grecji

Jak Ty to zrobiłaś? To najczęściej zadawane mi pytanie po wywalczeniu tytułu Mistrzyni Europy International Kettlebell Marathon Federation IKMF oraz ustanowieniu nowego rekordu świata. Na tak zadane pytanie, niezmiennie odpowiadam – chyba jeszcze sama nie wiem 🙂

Czasu na przygotowanie do tego startu nie miałam wiele. Pomiędzy tymi zawodami, a Mistrzostwami Europy IGSF na Węgrzech, gdzie zdobyłam Wice-Mistrzostwo w konkurencji indywidualnej rwania odważnikiem 16kg w kategorii Elite -60kg było zaledwie 4 tygodnie.

Od razu wyjaśnię czym się te starty różnią. IGSF –International Gyria Sport Federation, organizuje zawody 10 minutowe czyli klasycznym Girevoy Sport. W konkurencjach jednorącz, takich jak rwanie lub długi cykl kobiet, istnieje możliwość zmiany ręki tylko jeden raz.

Natomiast IKMF organizuje zawody, w których starty trwają 30 lub 60 minut. Stronę, po której wykonujemy ćwiczenie można zmieniać dowolną liczbę razy.

Podczas półmaratonów warunkiem ukończenia konkurencji jest nieustanne wykonywanie ćwiczenia, aż do zakończenia regulaminowego czasu. W przypadku 10 minutówek, liczy się jedynie liczba powtórzeń, a nie czas. Krótko mówiąc, zawodnik ma 10 minut, na wykonanie jak największej liczby pełnych cykli ruchu. Może to robić przez pięć minut, ale też i dziesięć.

Grecja tak naprawdę jest uwieńczeniem pewnego etapu moich tegorocznych przygotowań i startów. W tym roku cykle treningowe zaczęłam już na początku lutego, wiążąc się z najlepszym zawodnikiem oraz trenerem kettlebell liftingu na świecie, Ivanem Denisovem. Ivan zapytał mnie wtedy: „Gośka, jaki masz cel?” Odpowiedziałam to co wtedy czułam „Chcę być championem”.  I wtedy zaczął się etap moich najcięższych treningów od naprawdę wielu lat. Niestety, to co się dzieje zawsze, gdy plan jest jasny i precyzyjny. Wplątała się choroba.

Pierwszy egzamin formy, według planu przypadł na Mistrzostwa Polski, pod koniec marca. Po dwóch tygodniach treningu, dwukrotnie zachorowałam na anginę. Antybiotyki, 40 stopniowa temperatura, brak apetytu i przerwa w treningach 3 tygodnie, osłabiły mój organizm na tyle, że chciałam zrezygnować z tego startu. Ivan przekonał mnie, żebym pojechała i spróbowała swoich sił. Niepewna swojej decyzji, pojechałam. To było najcięższe 10 minut ze wszystkich moich dotychczasowych zawodów. Wywalczyłam brązowy medal w swojej kategorii. Biorąc pod uwagę aktualną w tym czasie formę, wynik był zadowalający. Chociaż niedosyt lekki pozostał.

Kolejnym etapem, miały być, wspomniane już wcześniej, Mistrzostwa Europy IGSF na Węgrzech. Moja forma powoli wracała.  W tym sporcie kluczem do sukcesu jest równe tempo i umiejętność rozluźniania się podczas trwania seta. Dlatego ciągle poprawiałam moją technikę. Żmudna i ciężka praca.

Do tego okazało się, że muszę zbić wagę. Kobiety najlepiej wiedzą, jak jest to trudne! Ale nie ma rzeczy niemożliwych, więc tuż przed startem ważyłam 59,6kg, a zatem idealnie.

Ładowanie węglami przez 48 godzin przed startem dało mi więcej energii. I w ten sposób, w moim drugim starcie w tym roku wywalczyłam srebro indywidualne w rwaniu oraz srebro drużynowe w konkurencji Długi Cykl Jednorącz 16kg odważnikiem. Srebro, to piękny metal, ale wszyscy wiedzą, że kobiety wolą złoto. Dlatego wyjeżdżałam z Węgier nie do końca usatysfakcjonowana. Wiedziałam, że indywidualnie stać mnie na więcej.

Drużyna

Natomiast start drużynowy był wyjątkowy. Nasz wynik był naprawdę świetny. W trakcie zawodów goniłyśmy genialne Ukrainki, uciekłyśmy Włoszkom. To były zupełnie inne emocje. Świadomość siły naszego zespołu i tego, że nie chcesz zawieść koleżanek z drużyny, dodawała dodatkowej energii.

Dwa dni po powrocie z Węgier zaczęłam przygotowania do półmaratonu z 20 kilogramowym odważnikiem.  Wydawać by się mogło, że to niemożliwe do zrobienia. 30minut ciągłej pracy bez możliwości odłożenia ciężaru. Po raz drugi podjęłam się tego zadania. W grudniu ubiegłego roku po raz pierwszy wystartowałam w tych zawodach zdobywając tytuł Mistrzyni Swiata wykonując 316 powtórzeń w konkurencji Półrwanie (halfsnatch) z 20kg. Co chciałam osiągnąć tym razem? Moim celem było 350 powtórzeń, dzięki któremu przyznawany jest tytuł CMS – Kandydat na Mistrza Sportu. Wydawało mi się, że to jest właśnie mój cel. Jednak Ivan powtarzał, nie skupiaj się na wyniku, tylko na stabilnym tempie pracy.

Pamiętam w tych przygotowaniach dzień, kiedy poczułam, że wszystko jest na dobrej drodze, że mam szansę zrealizować cel. To był wieczorny trening w dniu moich urodzin. Po całym dniu pracy oraz wygłupach z dziećmi wydawało mi się, że nie idę na salę pełna sił. Zadany set trwał 17 minut. Zmiana ręki co 20 powtórzeń, co w sumie dało 280. Osoby ćwiczące obok patrzyły i zastanawiały się: co ona robi? czy to heroizm czy głupota? Co się działo w mojej głowie, to rollercoaster myśli. Momenty zwiątpienia i momenty euforii. Chciałam odłożyć kule przez te 17 minut kilka razy. Skończyłam. Tętno 190. Wygrałam, bo się nie poddałam!!!

Chociaż różne myśli przebiegały mi po głowie, jednak finalnie zawsze mówię do siebie: To jest Twoja walka, nie wolno Ci się poddać. Dasz radę!!! Odrzucam negatywne emocje i skupiam się na oddechu i równym tempie. Po tym treningu wiedziałam, że jestem na najlepszej drodze do upragnionego wyniku. To było moje małe zwycięstwo. Czułam w sobie dumę oraz szczęście. Siła oraz wydolność rosły z każdym treningiem. W dniu wylotu do Grecji byłam spokojna.

Czwartek wylot, piątek ważenie, sobota start. Pierwszy start otwierający mistrzostwa i ja na platformie. Na rozgrzewce czułam się bardzo dobrze. Miałam siłę rwać nawet 28kg kulę więc czułam się coraz pewniej. I usłyszałam START! Od pierwszej minuty zaczęłam szybko. Zastanawiałam się czy wytrzymam to tempo. Organizm zaadaptował się do tej pracy po kilku minutach.  Równy oddech i stabilne tempo. Tak jak mówił Ivan. W 7 minucie poczułam spięcie w odcinku lędźwiowym. Przydarzyło mi się to już kiedyś podczas półmaratonu w Łodzi w 2016 roku. Czułam duży dyskomfort. Ale poddać się nie mogłam. Cały dystans 30 minut przebiegł jak chwila.

W 28 minucie i 47 sekundzie przekroczyłam 400 powtórzeń. Moje serce się radowało w duchu. Chociaż tchu już trochę brakowało ostatnia minuta była dla mnie jak dodatkowe okrążenie po stadionie dla biegacza po zwycięskim starcie. 30 minut minęło, a na liczniku widniał wynik 419. Niespełna 8 i pół tony podrzucone nad głowę. Padłam na kolana ze zmęczenia i ze szczęścia. Łzy same napływały mi do oczu. Tych emocji nie da się opisać, ale mówię Wam, jest pięknie!! Kolejna zawodniczka, ale z kulą 16 kg ukończyła start z wynikiem 404. Tym wynikiem poprawiłam swój rekord świata ustanowiony w Danii w grudniu ubiegłego roku o 103 powtórzenia oraz wywalczyłam tytuł Master Of Sport.

To mój życiowy tryumf. Wynagrodzenie ciężkiej pracy, samozaparcia oraz wytrwałości w treningach.
Chciałabym z całego serca podziękować osobie, bez której nie mogłabym realizować się teraz jako sportowiec. Jako były zawodowy piłkarz ręczny, On najlepiej wie jak ważna jest systematyczność oraz ciężka praca. Kochany mężu wspierasz mnie jak nikt inny. Kiedy ja trenuję, Ty zajmujesz się naszymi dwoma pociechami! To jest nieoceniona pomoc. Czasem mam zwątpienia, Ty zawsze mówisz „idź na trening i daj z siebie 200 %, poradzimy sobie ze wszystkim”. Dziękuję, że pomagasz mi się spełnić i realizować kolejne cele oraz pasję. Kocham Cię.

Ogromne słowa podziękowania kieruję również do chłopaków z teamu Kettlebell Warsaw: Filip Madej, Wojciech Zimoląg oraz Maciej Łuczak. Dzięki wspólnej pasji jakiś czas temu nasze drogi się skrzyżowały i szczerze wierzę, że kierunek naszej współpracy jest słuszny i zaowocuje jeszcze wielokrotnie. Gratuluje Wam również świetnych wyników podczas Mistrzostw Europy IKMF – Filip Madej srebro, Maciej Łuczak złoto, Wojciech Zimoląg złoto. Piona chłopaki!!!

Dziękuję mojemu trenerowi Ivanowi.  Każdy sportowiec wie, jak ważny jest trener. Mentor i jednocześnie przyjaciel. Wierzył we mnie od początku, nawet kiedy mi tej wiary brakowało.  Mądre programowanie, jasne wskazówki i analiza przyniosły upragniony rezultat. Wiem, że jeszcze wiele wspólnych sukcesów przed nami.

Dziękuję sponsorom : firmie Kiełki na Widełki za zbilansowane jedzenie, dostosowane do mojej dyscypliny i wysiłku. W sporcie jak i w życiu niezwykle istotne jest mądre odżywianie. Jest to nasze paliwo, które napędza bądź hamuje, wszystkie procesy w organizmie. Jedzmy więc zdrowo!!! Chcę też podziękować firmie Reebok za super ubrania oraz obuwie, a także Rehealthy Klinika Zdrowia Arkadiusz Martyniuk  za prowadzenie fizjoterapetyczno- osteopatyczne.

Co dalej?

Czeka mnie intensywny czerwiec z zawodami w kraju World Grand Prix w Olsztynie gdzie zadebiutuje w konkurencji Double Long Cycle (długi cykl oburącz) odważnikami 2x 16kg oraz Mistrzostwa Polski, gdzie zadebiutuję w sprincie (5min), w kategorii profesjonalnej rwanie 24kg. Na lipiec mam zaplanowane Kettlebell Games w chorwackim Zagrzebiu, ale nie podjęliśmy jeszcze decyzji, w której konkurencji wystartuję.

Najważniejsze dwa starty w tym roku, to Mistrzostwa Świata IGSF w październiku w Grecji oraz Mistrzostwa Świata IKMF we Włoszech pod koniec listopada. Zatem zostało jeszcze trochę czasu na przygotowania. Wiem, że daleka droga jeszcze przede mną, ale wiem też, że chcę nią dalej podążać. To taka bezwarunkowa miłość do tego sportu. Jak mówi mój trener Ivan, najważniejsze w kulach są „Feelings”. Trzeba kule czuć i je zrozumieć, żeby z nimi nie walczyć tylko się im poddać. Zdecydowanie ma rację. Na siłę się po prostu nie da.

Nie mogę się już doczekać kolejnych zawodów!!! Liczę na Wasze wsparcie, bo to naprawdę uskrzydla. Trzymajcie kciuki, a jeśli macie ochotę poćwiczyć ze mną, dowiedzieć się dlaczego kule są magiczne, jakim uniwersalnym są narzędziem to zapraszam do wspólnego treningu.

Gosia
Więcej wpisów o Kettlebell


Athletic girl
Dlaczego warto z TrenerGURU